Pora na zamknięcie lutowego wydania dzienników PremiumMoto.pl. Dwa tygodnie ferii nie sprzyjały cyklicznym aktualizacjom, ale ciekawych wpisów nie zabrakło. W lutym opisałem dla Was pierwsze wrażenia po bliższym kontakcie z Fiatem Tipo i wyjaśniłem, dlaczego kojarzy mi się z kebabem, opowiedziałem, jak wyrwać dziewczynę na drogi samochód, na przykładzie Astry wyliczyłem, ile paliwa zużywają komfortowe dodatki w samochodzie i zgłębiłem pięć ciekawych innowacji w nowym Mercedesie klasy E. Zapraszam do lektury.

#26.02.2016: do zobaczenia w Genewie

#roadToGenewa #stayTuned #stayPremium

PremiumMoto.pl powoli rozpoczyna przygotowania do wyjazdu na salon samochodowy w Genewie. Wraz z fotografem Michałem do Genewy tradycyjnie dotoczymy się na kołach. To skromne 15 godzin drogi, ale pokonamy ją odpowiednią bronią, wyposażoną w mocnego diesla, zawieszenie pneumatyczne i audio Bowers&Wilkins. Będzie całkiem premium, o ile oszczędzanie na samolocie i 15 godzin jazdy, zamiast 2 godzin lotu, może być premium. Ale my lubimy jeździć.

Dobrze gra

Dobrze gra

Przygotowałem dla Was specjalny, mały przewodnik po salonie w Genewie. Śledźcie PremiumMoto.pl na Facebooku i Instagramie, postaram się oddać klimat salonu i nie przynudzać zdjęciami samochodów.

Relacje z poprzednich Genew znajdziecie tutaj. #stayTuned #stayPremium

#23.02.2016: nowy Fiat Tipo, czyli pora się odpremiumowić

#Tipo #kebab #pierwsza jazda

Postanowiłem się nieco odpremiumować i skorzystałem z zaproszenia Fiata Chrysler Automobiles Polska na premierę prasową modelu Tipo. O Tipo pewnie wiecie już sporo, bo auto przewija się w prasie i internecie od kilku miesięcy, nie będę więc pisał o rozmiarach, silnikach, sztywności nadwozia, itp. Rzucę jedynie kilka luźnych spostrzeżeń, które nasunęły mi się podczas prezentacji i przy okazji krótkich jazd testowych.

sdr

Nowe Fiaty Tipo czekają grzecznie na pierwsze jazdy testowe przed Arkadami Kubickiego w Warszawie. Większość ma niecałe 100 km przebiegu.

Tipo to w pewnym sensie duchowy spadkobierca poprzednika, tylko większy. Tipo to również poważny gracz w najpopularniejszym w Polsce segmencie B i wielka nadzieja Fiata. No i jest sedanem. Co w tym takiego niezwykłego? Większość kompaktowych sedanów projektowana jest na bazie hatchbacków – dokleja się tylko zadek. W efekcie nie powstaje nic ciekawego, ani funkcjonalnego – patrz Jetta, Fluence, Astra sedan. Ale z Tipo jest inaczej. Tipo to sedan czystej krwi i Włosi mocno to podkreślają hasłem born to be a sedan. Ten fakt sprawia, że Tipo może pochwalić się nie tylko najlepszą w klasie przestronnością i ładownością, ale przy okazji nieźle wygląda. Dostępne na prezentacji egzemplarze w kolorze szarym na całkiem ładnej, 17-calowej feldze robiły dobre wrażenie. Parę razy złapałem się jednak na tym, że patrząc na Tipo od tyłu pomyślałem, że to Skoda.

Do rzeczy. Tipo na naszym rynku będzie takim motoryzacyjnym odpowiednikiem kebaba. Ale to bynajmniej nie przytyk. Kebabowatość Tipo nie wynika z faktu, że powstaje w fabryce w Turcji (spełniającej te same, najwyższe normy jakościowe, co fabryka w Tychach). Chodzi o to, że Tico…. wróć… Tipo podobnie jak kebab oferuje bardzo dużo za bardzo niewielką kwotę. Cała rodzina będzie syta i szczęśliwa za niewielkie pieniądze. W końcu nie wszyscy muszą wcinać sushi. Kebab też ma swoje zalety i można go lubić. Tak niewiele trzeba, by mieć tak wiele – głosi hasło reklamowe. I tak jest w rzeczywistości. A ile trzeba?

Obecnie ceny Tipo w wersji… Tipo startują od 42 600 zł. W standardzie jest port USB, manualna klima, szyby przednie w prądzie i (według mnie najbardziej istotne) kolumna kierownicy regulowana w dwóch płaszczyznach (a zakres regulacji całkiem spory). No i jest jeszcze 520 litrów bagażnika o foremnych kształtach. Na dodatek klapa sama się unosi (nie odskakuje – unosi) po naciśnięciu przycisku. Ot, taka nutka premium.

W Tipo czułem się lepiej niż w Peugeocie 301 czy Citroenie C-Elysee. Co prawda czuć, że mamy do czynienia z dosyć prostym i tanim samochodem – wystarczy dotknąć plastików – ale nie o luksusy tutaj chodzi. Dobre wrażenie wywarł komfort resorowania, nawet na 17-calowych felgach, kulturalna praca silnika benzynowego i przyjemny opór wspomagania kierownicy. Sama pozycja za nią oraz fotele również nie budziły zastrzeżeń. Po prostu poprawne, niedrogie auto.

Jest wszystko, co potrzeba. Plastiki co prawda średniej jakości, ale

Jest wszystko, co potrzeba. Luksusów nie ma, ale jest komfortowo.

Szczerze mówiąc po pierwszych jazdach testowych Tipo w bogatej wersji Opening Edition (nieco niżej od najwyższej wersji Lounge) trochę boje się wyobrażać sobie Tipo w wersji bazowej. Według zapewnień przedstawicieli marki wersja Tipo jest jednak w pełni funkcjonalna (nie tylko wizerunkowa) i sprzedaje się. Tak, sprzedaje się, bo ssanie na Tipo jeszcze przed jego oficjalną premierą i debiutem w salonach na początku marca jest ogromne. I to nie tylko w Polsce. Nie pamiętam konkretnych wartości, ale od momentu rozpoczęcia przyjmowania zamówień dealerzy Fiata w Polsce sprzedali już większą część egzemplarzy przewidzianą na ten rok. Zapowiada się więc sukces Fiata, a Tipo na naszych ulicach stanie się równie powszechnym widokiem, co budka z kebabem.

nowy fiat-tipo-polska

Tadaaam! Fiat Tipo – nowy przebój polskich ulic. Twój już od 42 tys. zł.

#20.02.2016: panie, a ile to pali?

#nowa Astra #spalanie #janusz eco-drivingu

Dzisiaj będzie trochę matematyki z nową Astrą w tle. Miałem okazję pojeździć przez kilka dni nowym Oplem z Polski, w wersji – a jakże – full wypas. Astra wywarła bardzo dobre pierwsze wrażenie, nawet lepsze niż nowe Megane.  Według mnie lepiej też wygląda. Niska, lekko sportowa, pozycja za kierownicą, elementy wnętrza spasowane lepiej niż w Mercedesie klasy C oraz szybka i łatwa w obsłudze nawigacja (wraz ze wszystkimi multimediami). Nowa Astra w porównaniu z poprzednią generacją to niebo a ziemia. No i w końcu Astra waży tyle, co powinna, czyli do 200 kg(!) mniej od poprzedniczki. To czuć. Uff.

sdr

Nie ma się do czego przyczepić. Spasowanie elementów na poziomie Golfa, navi działa szybciej niż u konkurencji z Francji, a za kierownicą siedzi się zadziwiająco nisko.

Wróćmy do matematyki. W komputerze pokładowym Astry znalazłem ciekawy ekranik informacyjny, na którym wyświetlane jest, ile paliwa konsumują poszczególne urządzenia w samochodzie. Taka informacja pojawia się coraz częściej w nowych autach (kojarzę np. w Audi), ale chyba jeszcze nigdzie wskazania nie były aż tak dokładne, jak w Astrze. Korzystając z okazji postanowiłem sprawdzić, co i ile prądu (w przeliczeniu na benzynę) zużywa w samochodzie. Sądzę, że wartości w przypadku różnych marek będą zbliżone, więc może te wyliczenia przydadzą się i Wam.

Najpierw film, potem obliczenia.

Przyjrzyjmy się bliżej, które odbiorniki energii mają największy wpływ na zużycie paliwa. Trzeba przy tym pamiętać, że ten największy nadal pozostaje marginalny.

  • Klimatyzacja. Pamiętam, że kiedyś mówiono, że klimatyzacja zwiększa zużycie paliwa o 1 l na 100 km. Jak widać nie do końca. W Oplu to 0,1 l na godzinę, czyli przy założeniu średniej prędkości 50 km/h wychodzi 0,2 l/100 km. No, chyba że przyjmiemy średnią 10 km/h, wtedy faktycznie klimatyzacja będzie zużywać 1 l na 100 km. Nadążacie z obliczeniami, prawda?
  • Mocny nawiew. W Astrze, przy 8 stopniowej dmuchawie, nawiew powyżej 5. stopnia zwiększa zużycie o 0,13 l na godzinę. W połączeniu z funkcją odparowywania przedniej szyby zużycie rośnie do 0,23 l/h.
  • Ogrzewanie tylnej szyby. Ta w Astrze jest dosyć mała, ale i tak jej ogrzanie pochłania relatywnie sporo paliwa bo aż 0,23 l/h.
  • Podgrzewanie foteli – trzystopniowe. Każdy stopień podgrzewania to 0,05 l/h więcej. W sumie pełne grzanie to 0,15 l/h. W przypadku dwóch foteli rośnie proporcjonalnie do 0,30 l/h. Wentylacja fotela pochłania dokładnie tyle samo.
  • Podgrzewanie kierownicy. Wygląda na to, że zużywa mniej niż 0,05 l/h, bo komputer Astry nie odnotowuje włączenia tej opcji.
  • Światła drogowe – całe 0,08 l/h.

Przeliczenie zużycia z litrów na godzinę na litry na 100 km pozostawiam Wam, bo wszystko zależy od średniej prędkości z jaką najczęściej się poruszacie.

Jak widać, maksymalnie, przy załączeniu wszystkich możliwych urządzeń, możemy zwiększyć zużycie paliwa o prawie 1 l na godzinę. Zakładają średnią prędkość 50 km/h (ot, standardowa prędkość przelotowa przez miasto) wychodzi, że samymi udogodnieniami wyciśniemy z Astry o 2 l więcej na każde 100 km. A to już całkiem sporo.

PS Skoro mówimy o zużyciu w litrach na godzinę, to logiczne jest, że im szybciej będziemy jechać, tym mniej paliwa pochłonie wentylacja foteli czy klimatyzacja. Okazuje się więc, że szybsza jazda jest bardziej oszczędna…

#17.02.2016: 5 rzeczy, które naprawdę powinieneś wiedzieć o nowej klasie E

#klasa E #Mercedes-Benz #technologia

Rok 2016 dla Mercedesa upłynie pod znakiem nowej klasy E. Wokół premier flagowych limuzyn Mercedesa zawsze powstaje sporo szumu. W przypadku obecnej klasy S mówiło się o debiucie najbardziej luksusowej limuzyny na świecie, w przypadku klasy E Mercedes twierdzi, że mamy do czynienia z „najinteligentniejszą limuzyną klasy wyższej”. O ile przy klasie S cały ten hype okazał się nieco na wyrost, to klasa E faktycznie ma sporo do zaoferowania. Pozwólcie, że przybliżę kilka najciekawszych faktów, które musicie wiedzieć o klasie E. Idealne na pogaduchy przy piwie.

Mercedes-Benz E-Klasse Limousine (W 213) 2016Mercedes-Benz E-Cl

Nowa klasa S, znaczy C, wróć... to jest nowa klasa E.

Nowa klasa S, znaczy C, wróć… to jest nowa klasa E.

1.Pierwszy samochód w historii z touchpdami na kierownicy

W opcji, podobnie jak w klasie S, przez połowę kabiny rozciągnięte są cyfrowe wyświetlacze (2×12,3 cala) połączone wizualnie w jedną całość. Mogą pokazywać sporo informacji a i ustawień jest bez liku. Dlatego na kierownicy w klasie E, poza tradycyjnymi przyciskami pojawiają się dwa touchpady, dzięki którym możecie zarządzać tymi wszystkimi informacjami. Bez odrywania rączek z kierownicy.

toucpady

Świat w zasięgu kciuka. A nawet dwóch.

2. Nie ogłuchniecie przy dzwonie

Autonomia, autonomią, ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Mercedes-Benz w klasie E pomyślał nawet o Waszych uszach. Jeżeli wypadek okaże się nieunikniony, na chwilę przed uderzeniem z głośników systemu audio zostanie wyemitowany krótki dźwięk, który przygotuje Wasze uszy na huk zderzenia. Chodzi o jakiś odruch mięśnia strzemiączkowego. Jest nawet cała strona poświęcona temu zagadnieniu, na której możecie usłyszeć tzw. pink noise -> o tutaj.

3. Wreszcie jakiś normalny diesel

Nareszcie, Mercedes-Benz pozbywa się starego, 2,1-litrowego diesla, który napędzał chyba wszystko, co chociaż luźno powiązane było z koncernem Daimlera. W klasie E pojawia się nowy diesel o kompaktowych rozmiarach i pojemności 2 litrów. Podobno jest niezwykle cichy. Ale najważniejsze jest to, że 0,1 litra różnicy w pojemności oznacza niższy próg akcyzowy w Polsce – 3,1 zamiast 18,6 proc.

4. Sam zmienia pasy

Tytuł najinteligentniejszej limuzyny zobowiązuje. Klasa E bez udziału kierowcy może podążać za poprzedzającym pojazdem do prędkości 210 km/h. Sama pokona dłuższe, autostradowe łuki i zatroszczy się o zachowanie odpowiedniego dystansu. Sama też dostosuje prędkość do obowiązujących ograniczeń. Do 130 km/h – w korkach i ruchu miejskim – może prowadzić się właściwie bez udziału kierowcy. Nie potrzebuje nawet linii na asfalcie. No i najlepszy według mnie bajer, który bardzo chciałbym sprawdzić. Jeżeli nieco dłużej przytrzymacie dźwigienkę kierunkowskazu samochód sam wykona manewr zmiany pasa.

5. Lepsza niż BMW serii 7

Jeszcze niedawno wszyscy zachwycali się tym, jak nowe BMW serii 7 może samodzielnie wyjechać z miejsca parkingowego. Kierowca jedynie steruje autem za pomocą ekranu dotykowego na kluczyku. Klasa E idzie o krok dalej. Sterowanie samochodem może odbywać się z poziomu smartfona (NFC) za pomocą aplikacji, smartfon może pełnić również funkcję kluczyka. Take that BMW.

A teraz cofnijmy się do roku 1984 i debiutu kultowego W124 (takiej pierwszej klasy E). Wówczas płatną opcją było prawe lusterko boczne. Biorąc pod uwagę geometryczny charakter postępu technologicznego, aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądać klasa E za kolejne 30 lat.

Poniżej film przedstawiający wszystkie ciekawe cechy nowej klasy E.

#update 14.02.2016: panowie ratujcie, chciałem tylko podupcyć…

#miłość #pieniądze #samochody

Wracam po krótkiej, zimowej przerwie. Wracam w walentynki. Będzie więc o miłości – nie tylko do samochodów.

Przy okazji walentynek przypomniała mi się pewna anegdota. Możecie ją traktować w kategorii miejskiej legendy, ale od osób blisko związanych z marką, o której traktuje opowieść wiem, że historia oparta jest na faktach i opisane wydarzenia miały miejsce.

Wśród warszawskich dealerów jednej z niemieckich marek premium krąży opowieść o pewnym jegomościu. Wpadał do salonu w czwartek lub piątek, przed weekendem, w towarzystwie nowo poznanej towarzyszki. Elegancki, wytworny, pasujący do wizerunku klienta premium. Wpadał by zamówić dla ukochanej nowy samochód – bez szaleństw, raczej modele otwierające gamę, ale mówimy o półce premium, więc tanio nie było. Krążą również wersję, że czasami szarmanckim gestem mówił: mała, wybierz, co ci pasuje.

dziewczyny i samochody

Dziewczyny lecą na dobre samochody. Wszystkie. Nawet, jeżeli same o tym nie wiedzą. Nawet, jeżeli na samochodach się nie znają. Panie posiadają wrodzoną zdolność szacowania wartości auta i są w tym bardzo dobre.

Po krótkiej rozmowie ze sprzedawcą podpisywał umowę, mówił, że nie ma pełnej zaliczki, ale całą kwotę dostarczy po weekendzie. Sprzedawca zacierał ręce, w końcu samochód sprzedany bez rabatowania, w bogatej konfiguracji. Trzeba było jedynie poczekać do poniedziałku na resztę kwoty, bo bez pełnej zaliczki auto nie mogło być zamówione do produkcji.

Po weekendzie, zgodnie z zapowiedzią, w salonie ponownie pojawiał się ów pan. Jednak zamiast reszty pieniędzy z rozbrajającą szczerością zwracał się do sprzedawcy (zachowana wersja oryginalna, przepraszam panie za słownictwo): panowie ratujcie, wiece, chciałem tylko podupcyć. Nie będę kupować tego samochodu.

Otwarcie mówił, że miał określoną misję i wycofywał się z zaliczki. Dziewczyny do dzisiaj czekają na samochód… Niestety źródło nie podają, ile takich umów udało się podpisać rezolutnemu panu, ale z pewnością co napodpisywał, to jego.

Jaki morał płynie z tej historii? Cóż, z pewnością sami wyciągniecie odpowiednie wnioski.

#update 02.02.2016: ferie

#ferie #przerwa #stayhungry

PremiumMoto ma ferie, ale Wy możecie nie mieć ferii, a ja nie mogę Was zostawić z pustymi rękami. Dlatego na kilka najbliższych dni polecam uzupełnienie zaległości w lekturze i odsyłam do dzienników PremiumMoto.pl w obrazkach. Na pewno znajdziecie wpis, który przegapiliście. Same obrazki są mało istotne, ważne jest to, co kryje się za nimi. Klikajcie bez obaw. #stayhungry #stayPremium

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany