„Cześć, ojciec. Potrzebuję 150 tys. zł na start w przyszłym sezonie w wyścigach Kia” – zagajam przez telefon chwilę po zakończeniu III rundy Kia Platinum Cup na torze Poznań. Rundy, w której startowałem jako występujący gościnnie, ale pełnoprawny zawodnik VIP. Miałem swój team, całe zaplecze serwisowe, namiot i samochód z własnym nazwiskiem na szybie. Przez 4 dni byłem po prostu kierowcą wyścigowym. „To chyba musiałbym sprzedać mieszkanie” – słyszę w odpowiedzi.

Niedziela, Wyścigowe Samochodowe Mistrzostwa Polski na rozgrzanym przez czerwcowe słońce torze Poznań. Trwa wielkie wyścigowe święto, a ja rozpoczynam swoje drugie okrążenie w II wyścigu Kia Platinum Cup. Trzymam się z tyłu stawki.

Kawałki opon uderzają o szybę mojej wyścigowej Kii Picanto, na horyzoncie co chwilę widzę tumany kurzu wzbijane przez pozostałych zawodników, którzy w mniej lub bardziej kontrolowany sposób wypadają poza asfaltową nitkę toru. Pod samochodem przelatują kawałki zderzaków, obudowy lusterek i mnóstwo innych kolorowych plastików Kii Picanto. Widzę, że tam przede mną trwa zacięta walka – 13 wyścigowych Kii Picanto jedzie w pełnym zwarciu.

Wyścigi Kia Platinum Cup 2019 tor Poznań

Wyścigi Kia Platinum Cup na torze Poznań. Tutaj nie ma miękkiej gry, nikt nie bierze jeńców. Jest walka i kontakt od początku do końca. To uzależnia.

 

Nie jestem tu dla przyjemności, ale…

Na torze Poznań jest parę zakrętów, które przejeżdża się „na wklepanym”, czyli po prostu z gazem w podłodze. Te zakręty to prawdziwy test na odwagę – test, który trzeba zaliczyć, jeśli chce się ścigać na poważnie. Kiedy już zdecydujesz się wpaść w taki zakręt „na wklepanym”, jest za późno, żeby się rozmyślić. Jedziesz na limicie, w kontrolowanym, 4-kołowym uślizgu, a siła odśrodkowa wyrzuca cię na centymetry od krawędzi tarki. Wiesz, że każde zachwianie balansu, nawet przez delikatnie odjęcie gazu, sprawi, że Twoja Kia z dużą prędkością wyleci z toru. A wyjazd za tarki na torze Poznań, jest jak wyprawa w solidny offroad. Wyprawa, z której rzadko wracasz w jednym kawałku. Ale nie odpuszczam i cisnę „na wklepanym”, a dłonie cierpną mi od zaciskania na kierownicy.

Wypatroszone ze wszystkiego, co zbędne wnętrze mojej Kii wypełnia niczym niewytłumiony warkot 1,2-litrowego, wolnossącego silnika, który po przekroczeniu 6 tys. obrotów osiąga 100 KM. Poniżej tej wartości lepiej nie schodzić, jeśli chcesz utrzymać wyścigowe tempo. Przez ogłuszający hałas przebijają się jedynie dźwięki kamieni uderzających o nadkola i pisk opon w zakręcie.

W czerwcowe popołudnie temperatura we wnętrzu auta sięga 50 stopni. Ja mam na sobie gruby, niepalny kombinezon i komplet niepalnej bielizny. W tym cieplutkie kalesonki. Włączenie nawiewu zabiera kilka cennych koni, więc nie wchodzi w grę. Tak samo, jak uchylenie szyb, które grozi dyskwalifikacją. Czuję jak krople potu spływają mi po twarzy, a mokry kosmyk włosów przykleja się do czoła. Z profesjonalnym wyścigowym kubełkiem Kii spinają mnie solidne szelkowe pasy. Tak mocno, że jestem integralną częścią samochodu.

Trudno uznać to za wymarzone warunki na weekendowy wypoczynek. Sądzę, że normalny człowiek raczej nie uznałby tego za dobrą zabawę. Dla mnie jednak trwa jedno z najpiękniejszym motoryzacyjnych doświadczeń w kilkunastoletniej przygodzie z samochodami. Gdyby nie pełna koncentracja to kto wie, może na mojej twarzy pojawiłby się nawet uśmiech.

Mój start w Kia Platinum Cup 2019

Kierowca wyścigowy, startujący w profesjonalnej, homologowanej przez FIA serii wyścigowej musi założyć na siebie sporo sprzętu. Przede wszystkim niepalny kombinezon i komplet niepalnej bielizny. Nie jest to wymarzony strój na upalne popołudnie, kiedy wnętrze samochodu nagrzewa się do ponad 50 stopni Celsjusza.

 

Co złego, to nie ja

Jadę na przedostatniej pozycji. Od peletonu zawodników oddziela mnie tylko jeden samochód – ten prowadzony przez drugiego gościnnego kierowcę – Jacka, który tworzy dla Was motoryzacyjną część Interia.pl. Jacek jest starym wyjadaczem, Ireną Szewińską polskiego dziennikarstwa motoryzacyjnego i doświadczonym – jak na dziennikarza – kierowcą wyścigowym.

Pamiętam, jak kiedyś przechowywał swoje wyścigowe Seicento w garażu mojego rodzinnego domu. A może to było jeszcze Cinquecento? Miałem wtedy pewnie z 10 lat. Nigdy nikomu się do tego nie przyznałem, ale trochę bawiłem się w tym jego Seicento. Przy okazji zabawy pociągnąłem taką czerwoną dźwignię obok kolumny kierownicy. Nic się nie stało. Potem jedynie słyszałem, że Jacek tego Seicento nie mógł odpalić. Chodziło chyba o odcięcie dopływu paliwa albo elektryki. Uff, w końcu się przyznałem. Już mi lżej na sercu.

Walka w Kia Platinum Cup 2019

Podążam za Jackiem nr 98 i przygotowuje  się do manewru wyprzedzania, czyli czegoś, o czym nie mam pojęcia.

 

Byle bezpiecznie do mety? Tak, jasne…

Tempo Jacka nie do końca mi odpowiada, wiem, że mogę jechać szybciej, ale jak tu wyprzedzić? To jeden z elementów, których nie ćwiczyłem ani na symulatorze Ragnar, ani podczas treningów przed startem. Jeśli przeciwnik nie popełni błędu, to trudno zyskać wystarczająco dużą przewagę prędkości, żeby cokolwiek zdziałać i wyprzedzanie przypomina walkę TIR-ów na autostradzie.

Stawka profesjonalnych zawodników się oddala, a moją ambicją i celem, który postawiłem sobie przed wyścigiem, było utrzymanie się w niej. Na drodze do realizacji tej ambicji stoi tylko Jacek. A Jacek jest jak wyścigowy Pudzian – tanio skóry nie sprzedaje. Powoli tracę cierpliwość.

Przed startem wszyscy mówili mi, żebym potraktował ten wyścigowy weekend jako zabawę, żebym przede wszystkim dojechał cało i bezpiecznie do mety, bo nie trzeba wiele, żeby postawić Kie Picanto na dachu, żebym nie próbował ścigać się z profesjonalistami, bo nic z tego nie wyjdzie. Przytakiwałem, ale wiedziałem, że jak już przyjdzie do wyścigu, to nie będzie taryfy ulgowej i jazdy dla przyjemności. Będzie walka!

 

Ten pierwszy kontakt

Teraz w ciasnym lewym zakręcie, który pokonuje się na II biegu, z prędkością około 70 km/h opóźniam hamowanie i atakuję Jacka po wewnętrznej. W wyścigowym żargonie opisuje się to obrazowym określeniem – „wejścia komuś pod pachę”.

Od początku wiem, że braknie mi miejsca na czyste wyprzedzenie, że będę musiał delikatnie przytulić moją Kię do Kii Jacka. Po 15 latach bezszkodowego podróżowania po drogach publicznych (z jednym wyjątkiem) psychiczny opór przed celowym uderzeniem w innych samochód w trakcie jazdy okazuje się równie trudny do przełamania, co krok w przepaść przy skoku na bungee. Ale co tam, nie jestem tu dla przyjemności. Dzisiaj jestem profesjonalnym kierowcą wyścigowym. Przynajmniej tak mi się wydaje. Atak!

Z największą empatią, na jaką mnie stać stykam się prawą krawędzią przedniego zderzaka z lewą krawędzią tylnego zderzaka Jacka. A że dzieje się to w zakręcie i przy sporej prędkości, to równowaga Jackowej Kii zostaje zaskakująco drastycznie zachwiana. Do tego stopnia, że Jacek zaczyna jechać w poprzek zakrętu. Uwierzcie mi, byłem tym równie zaskoczony, co on. Chciałem jedynie delikatnie się rozepchnąć.

kia platinum cup poznan 2019 premiummoto wyscig 2 1

Widzicie ten drobny ubytek czerwonej okleiny na prawym dolnym rogu zderzaka mojej wyścigowej Kii? To pamiątka po Jacku, który w tym momencie był już daleko za mną.

Z kamienną twarzą, zaciśniętymi zębami i całkiem możliwe, że również powiekami utrzymuje swój tor jazdy i awansuję o pozycję. Kątem oka widzę w lusterku, które wcześniej inteligentnie zasłoniłem sobie kamerą GoPro (tak, jest nagarnie), jak Jacek z trudem utrzymuje się na torze. Po wyścigu już się z nim nie widziałem, nie przeprosiłem. Wydaje mi się jednak, że to było czyste i przepisowe wyprzedzanie, w ramach regulaminu. Ale nie znam się na regulaminie.

Poszukujesz mocnych doznań na torze? Zerknij na moją relację z Porsche Experience

 

„Kurde, miałem urwany zderzak…”

Doganiam ostatniego profesjonalnego zawodnika w stawce. Z satysfakcją doklejam się mu do ogona. To Patryk Borek. Zaczynam finezyjnie balansować na granicy przyczepności. Umiejętnie wprowadzam Picanto w kontrolowany 4-kołowy poślizg, nadrzucam tyłem, muskam oponami zewnętrzne krawędzie tarek, zmieniam biegi szybciej niż skrzynia DSG w Golfie GTI. Jestem jak Lewis Hamilton w Kia Platinum Cup.

Rozpiera mnie duma, że utrzymuję tempo Patryka, który w Kia Platinum Cup ściga się już od dawna. Ba, nawet go naciskam. Postanawiam trzymać się go do końca i nie wyprzedzać, żeby nie popsuć mu wyścigu. Chłopaki walczą tutaj o punkty, ja walczę jedynie o dobre imię PremiumMoto.

Czuję się wygrany, mimo że kończę na trzeciej pozycji – od końca. Po zakończeniu wyścigu Patryk pyta mnie, czy to ja trzymałem się za nim. Z dumą opowiadam, że tak, to byłem ja. „Kurde, miałem urwany zderzak, szorował po asfalcie, samochód mi przez to w ogóle nie jechał”…

To tyle jeśli chodzi o moje wyścigowe podrygi i konfrontacje ze światem profesjonalnego motorsportu. Maksimum moich możliwości okazało się tempem zawodnika z uszkodzonym samochodem.

jak to jest ścigać się na serio

Przez cały wyścig trzymałem się za Patrykiem Borkiem nr 3. Patryk pozostawał nieco w tyle stawki, ale i tak byłem z siebie dumny, że utrzymuję tempo profesjonalnego zawodnika. Na mecie dowiedziałem się, że Kia Patryka była spowolniona przez urwany zderzak. Zwątpiłem w swoje umiejętności za kółkiem.

 

Kia Platinum Cup – to uzależnia

Trudno opisać uczucie, które towarzyszy pierwszemu udanemu manewrowi wyprzedzania podczas wyścigu w profesjonalnej, homologowanej przez FIA serii wyścigowej. Szczególnie jeśli jest to wyprzedzanie z kontaktem. To uczucie, które zapamiętujesz do końca życia, tak jak inne spektakularnie wygrane pierwsze razy. Na pewno je kojarzysz.

Równie trudno oddać emocje towarzyszące całemu, 30-minutowemu wyścigowi. I w ogóle pełnemu profesjonalnemu wyścigowemu weekendowi. Ten widok, kiedy na samochodzie widnieje Twoje nazwisko, kiedy wspólnie z mechanikiem pracujesz nad optymalnymi ustawieniami auta, kiedy możesz zjechać na PIT STOP na wymianę koła albo korektę ustawień, kiedy wszystko poza momentami, w których jesteś na torze, jest oczekiwaniem na moment, w którym jesteś na torze. #RacingIsLife.

To 3–4 dni podporządkowane tylko jednemu – jeździe na granicy własnych umiejętności i możliwości samochodu. Nie wiem, czy dla kogoś, kto czuje ducha rywalizacji i czerpie radość z zabawy z prawami fizyki przy użyciu samochodu, jest coś silniej i szybciej uzależniającego niż markowa seria wyścigowa. Całkiem możliwe, że nie.

Wyścigi Kia platinum Cup 2019

Najlepsze serie wyścigowe to takie, w których wszyscy startują w identycznych samochodach. Nie ważne czy to Picanto, Golf czy 911. Wyścigowe emocje są zawsze takie same.

 

Kia Picanto i… premium

Na koniec powtórzę tezę, którą zakończyłem pierwszą wideorelację z Kia Platinum Cup, kiedy pojechałem na Hungaroring jedynie jako obserwator. Bo owszem, mówimy o 100-konnej Kii Picanto, samochodzie, który z emocjami ma równie wiele wspólnego co mycie zębów. Ale…

Gdy już stoisz na starcie, a obok Ciebie stoi 15–20 identycznych samochodów i zawodników, z których każdy jest gotowy przerobić Cię na mielonkę, byle tylko zyskać pozycję. Kiedy do startu zostaje 5 sekund i kolejne czerwone światła odliczają ostatnie sekundy i kiedy w końcu zapala się to zielone (moment, który przespałem w I wyścigu), to naprawdę nie ma znaczenia, czy siedzisz za kierownicą Kii Picanto, Golfa GTI TCR, Porsche 911 czy prototypu Le Mans (ok, tym ostatnim się nie ścigałem).

Emocje, które wówczas czujesz będą równie piękne w każdym z tych samochodów. A potem – w czasie wyścigu – będzie już tylko lepiej. A emocje w motoryzacji to cenna sprawa. Emocje w motoryzacji są premium.

kia platinum cup poznan 2019 premiummoto wyscig 2 1

Na chwilę przed startem do drugiego wyścigu w Kia Platinum Cup. Moment, w którym nie liczy się nic poza wyścigiem.

 

Weź się… pościgaj

Dlatego, jeśli tylko budżet Ci na to pozwala, to z czystym sumieniem mogę polecić udział w serii wyścigowej. Najlepiej jeśli to tzw. puchar markowy, czyli taki, w którym wszyscy ścigają się identycznymi samochodami. Wówczas zabawa jest najlepsza, bo jest walka i kontakt, a nie jazda dla samej jazdy i walka jedynie z czasem i samym sobą.

W naszym kraju jest kilka takich markowych pucharów. Na torze Poznań, przy okazji Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski możecie pościgać się Miniakami, Toyotami Celikami czy BMW 325i. Ale z tego co widziałem, to właśnie Kia Platinum Cup zapewnia zdecydowanie najbardziej premium otoczkę dla całej rywalizacji i jest przygotowana naprawdę profesjonalnie.

Dowód? Poniżej. Żadna seria wyścigowa podczas Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski nie miała takiej oprawy, jak Kia Platinum Cup.

Kilka dni po zakończeniu zmagań w Kia Platinum Cup odebrałem do testu Porsche Panamerę GTS. 460 koni z podwójnie doładowanego V8, 4,5 s do steki, egzemplarz za około 1 mln zł.

– I jak ta Panamera – zapyta mnie kolega Grzegorz przy kolacji na jednej z imprez.

– W porównaniu z moją wyścigową Kią… trochę nuda – odpowiadam zgodnie z prawdą.

Takie to było Picanto.

 

Wyścigi na torze poznań - Kia Platinum Cup

PS Nadal szukam sponsora na przyszły sezon. Kia Picanto może i jest niewielka, ale miejsca na reklamę nie zabraknie dla nikogo.

O Autorze

Avatar

Kim ja w ogóle jestem i co tutaj robię? Od ponad 10 lat zawodowo testuję i recenzuję nowe modele samochodów. Kiedyś jako dziennikarz motoryzacyjny, dzisiaj bardziej niezależnie i lifestyle’owo, jako bloger i freelancer. Staram się wyjaśniać, doradzać i pomagać Wam w Waszych motoryzacyjnych problemach. Nowe samochody to po prostu moja praca. Szczególnie te klasy premium, ponieważ cenię sobie komfort, dbałość o detale oraz emocje, które wynikają z połączenia tych dwóch aspektów.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany

Moja matka mówi, że profil na Instagramie to jedyne, co mi się w życiu udało. 
Zapraszam w wolnej chwili.

close-link