premiummoto w tokio 34

Tokyo Drift | Dzienniki – kwiecień #03

Całkiem niedawno odwiedziłem Tokio. Ot, tak prywatnie, bo jako skromny bloger raczej nie mam co liczyć na zaproszenie od żadnego z japońskich koncernów motoryzacyjnych (a takowe zaproszenia się zdarzają). Udało mi się znaleźć korzystne ceny lotów, a rosyjskie linie lotnicze Aeroflot okazały się całkiem przyzwoite. Znacznie mniej przyzwoite okazało się samo Tokio. Przynajmniej jeśli chodzi o samochody.

Umówmy się, nie pojechałem do Tokio oglądać kwitnących wiśni, degustować ciekawostek kulinarnych i klaskać przed świątyniami Szintoistycznymi (klaskanie to japoński odpowiednik modlenia się, czy jakoś tak). Pojechałem, żeby pokazać Wam klimaty rodem z Tokyo Drift i przy okazji zrealizować materiał o kei-carach dla jednego z magazynów lifestylowych.

Z tym drugim tematem nie było problemów. Kei-cary na ulicach Tokio są jeszcze popularniejsze niż SUV-y i crossovery u nas. Z kolei SUV-ów i crossoverów w Tokio jest jak na lekarstwo, więc przynajmniej trochę odpocząłem od ich widoku. Za wyjątkiem Toyot CH-R, które nie pozwalały o sobie zapomnieć.

90 proc. motoryzacyjnego krajobrazu Tokio jest tak nijaka, jak sushi bez ryby (czyli biały ryż). Zapomnijcie o Tokyo Drift. Tokio to Toyoty Crown na taksówce i bezpłciowe kei-cary różnych marek, które wszystkie wyglądają tak samo. Przynajmniej dla niewprawnego oka Europejczyka. Swoją drogą, ciekawe, czy Japończycy tak samo widzą nasze SUV-y – jako kolorową masę homogenicznych, podwyższonych hatchbacków.

Generalnie nudy. Oczywiście, w Tokio pojawiają się supersamochody, ale przez całe 4 dni kręcenia się po wszystkich najbardziej popularnych (i tych najbogatszych) dzielnicach miasta, wyłapałem ich tyle, co przez kilka godzin na Placu Trzech Krzyży w Warszawie. Żebyśmy się źle nie zrozumieli, te supersamochody z pewnością gdzieś w tym Tokio są, ale trzeba wiedzieć, kiedy wyjeżdżają i gdzie się kręcą. Na co dzień ich nie widać.

Jedno natomiast Tokio trzeba oddać. Jak na ponad 40-milionowe(!) miasto, ruch na ulicach jest wyjątkowo płynny, a korki w zasadzie nie istnieją. Chociaż to pewnie kwestia tego, że tam po prostu mało kto jeździ samochodem. Mieszkańcy Tokio mają najwyraźniej „wywalone” na motoryzację.  

PremiumMotto na dziś:  warto odwiedzić Tokio, ale nie liczcie na drift.

A teraz zapraszam do galerii.

premiummoto w tokio 34
Zdjęcie symboliczne, które muszę podpisać po angielsku, bo nie wiem, jak to zgrabnie ująć po Polsku: as close to Tokyo Drift as you can get in Tokyo.
No dobra, tu też trochę klimatów z Tokyo Drift. Takie Tokyo Drift dla ubogich. Jak na ironię zdjęcie zrobione na jednej z najbogatszych ulic miasta. Nie było na niej nic ciekawszego.
Tak wyglądają ulice 40-milionowego miasta…

A tu prawdziwe klimaty ulic Tokio – Toyota Crown w trzech smakach

I wcale nie jest tak, że te lepsze fury pochowane są po garażach.
Bo w garażach stoi to samo, co jeździ po ulicach, czyli…
…kei-cary!

Wincy kei-carów! Jeżeli kiedykolwiek będziesz narzekał na to, że SUV-y są nudne i nijakie, to pomyśl o takim miejscu jak Tokio, i Japonii w ogóle.

No ulicach jeździ też całkiem sporo takich wynalazków. To jakaś Toyota. Nazwy nie pamiętam.
Tak, takich minivaów na ulicach Tokio jest sporo. I na moje oko wcale nie są takie złe.
Motoryzacyjny krajobraz Tokio w pigułce.
Policja też jeździ Toyotą.
Albo czymś takim.
Najciekawsze motoryzacyjne doświadczenie w Tokio – stacja paliw z wiszącymi dystrybutorami. Takie rozwiązanie jest bezpieczniejsze w przyadku trzęsienia ziemi. No i miejsca jest więcej. A przestrzeń to deficytowy towar w Tokio.
W Tokio jest więcej automatów z żywnością i napojami niż samochodów.
Na początku myślałem, że to jakaś betoniarka w stylu Tokio Drift. Potem okazało się, że tak po prostu wyglądają ciężarówki Isuzu w Japonii.
No dobra, od czasu do czasu można trafić na coś ciekawego. Ale na naszych ulicach jeździ tego więcej.

Na zakończenie jeszcze kilka widoczków, żeby nie było tak monotematycznie: kwitnąca wiśnia (a jak), jakiś park, widok z 44 piętra, godziny szczytu w Tokio i ponownie jakiś park.

 

 

🇯🇵 Wyskoczyłem na chwilę do Japonii i trafiłem na jakiś skromny warsztacik na przedmieściach #tokyo. Generalnie na ulicach Tokyo straszne nudy, dużo więcej w kwestii supersamochodów i w ogóle samochódw dzieje się w Warszawie. Zdecydowanie można natomiast odpocząć od widoku SUV-ów. W ich miejsce są równie bezpłciowe kei-cary. W warsztacie na składzie mięli jeszcze dwa Countache i coś, czego nie zdążyłem rozpoznać, bo mnie przegonili z aparatem. Ale na ogół Japończycy są bardzo uprzejmi. (Foto reszty składu na story) Strach pomyśleć, co trzymają pod pokrowcem. . #tokyo #japan #ferrari #workshop #thisisjapan #jdm #ferraris #ferraristi #supercars #instacar #caroftheday

A post shared by ⭕Michał Sztorc z PremiumMoto⭕ (@premiummoto.pl) on


  Dwa dodatkowe spoty z Tokio czekają na Was na Instagramie.

 

 

Dzienniki PremiumMoto.pl to krótkie, cykliczne wpisy, w których na bieżąco opowiadam Wam o tym, co dzieje się na blogu, kiedy myślicie, że na blogu nie dzieje się nic. Bo dzieje się dużo i chcę, abyście uczestniczyli w tych wydarzeniach. Dzienniki to takie Instastory tylko w oldschoolowym, klasycznym wydaniu. Nowy wpis przynajmniej raz w tygodniu. A po najbardziej aktualny przegląd wydarzeń zapraszam na tradycyjne Instastory.

Hej! A widziałeś już znany i lubiany Instagram PremiumMoto? >>
close-image