W ubiegłe wakacje zabrałem Forda Mustanga GT na wypas, w Dolomity. Na te wszystkie przełęcze wokół Sella Rondy, przy których blednie nawet Stelvio. To właśnie dopiero podczas tej wyprawy naprawdę dobrze poznałem Forda Mustanga. Wiem, trochę późno, ale za to bardzo dokładnie. 12 miesięcy później, już w Polsce, biorę w obroty odświeżoną wersję tego musclecara i doświadczam… (wbrew temu co widać na zdjęciu) pewnego rozczarowania.

Kilka dni kręcenia się po Dolomitach i kilka tysięcy kilometrów za kierownicą Mustanga V8 było prawdziwie wyjątkowym doświadczeniem. Duża część tej wyjątkowości to zasługa samochodu. Mustang z wielowahaczowym zawieszeniem z tyłu zaskakująco dobrze prowadził się po krętych drogach. Znacznie lepiej niż się spodziewałem. Z kolei V8 generowało genialny soundtrack, który niósł się przełęczami. Świetny w trasie i całkiem angażujący na krętych drogach. W Mustangu nie spodobała mi się tylko jedna rzecz – leniwy, archaiczny automat, który psuł wrażenia z jazdy. Wszelkie inne niedociągnięcia wynikające z liberalnego podejścia Amerykanów do dbałości o detale, można usprawiedliwić ceną. Tak klimatyczne coupe, z takim silnikiem, za 200 tys. zł? Bomba!

Zobacz również  jak zrobić sobie taki Passo Trip

Nowy Ford Mustang – co nowego?

Teraz do Polski wjeżdża nowy Mustang i ma zdecydowanie mniej elementów, do których można się przyczepić. Przede wszystkim zniknął ten nieszczęsny automat. W jego miejscu pojawia się całkowicie nowa, 10-biegowa skrzynia. Wrażenia są takie, jakby Mustang z delikatnej apatii ponownie wrócił do życia. Skrzynia jest o niebo lepsza, szybsza. 10 biegów to sporo do przerzucania, ale w trakcie jazdy tego nie czujesz. Poprawiły się też materiały, nie mogę im nic zarzucić. Nie jest to standard niemieckiej klasy premium, ale nie można narzekać. Wczoraj wysiadłem z Kii Stinger 2.0 GT-Line za zbliżoną cenę i zdecydowanie zostałbym przy wnętrzu Mustanga. No i te opcjonalne fotele Recaro. Bomba!

nowy ford mustang 2018 opinia test 5

Nowy Ford Mustang – design zmienił się niewiele, ale zdecydowanie na plus.

Oczywiście, najwięcej nowości pojawia w kwestii cyfrowych rozwiązań. O ile system multimedialny SYNC3 to już dobrze znane rozwiązanie, to przyznam szczerze, że podczas kilkugodzinnej jazdy testowej nie zdążyłem przebić się przez wszystkie ustawienia, aplikacje i elementy dostępne z poziomu cyfrowych zegarów. Jest tego multum. To ciekawy dodatek.

We wnętrzu nowego Mustanga mamy lepsze materiały i cyfrową tablicę wskaźników.

Ford Mustang z EcoBoostem – czy to ma sens?

A teraz przechodzimy to tego rozczarowania. Podczas pierwszych jazd testowych Mustangiem przyszło mi testować wersję z 2,3-litrowym EcoBoostem. Jak możecie się domyślić, nie byłem zachwycony tym przydziałem. Jednak przyjąłem kluczyki z pokorą, mając w świadomości, że to właściwie jedyna okazja, żeby sprawdzić słabszą odmianę Mustanga z 4-cylindrowym silnikiem o mocy 290 KM.

Upewniłem się, że Mustang z EcoBoostem to świetne połączenie. Równie ekscytujące, co… rozwieszanie prania. Trudno mi wyobrazić sobie osobę, która oszczędza te 20 tys. zł na V8 i kupuje EcoBoosta. W sumie to nawet nie chcę.

Wraz z ubytkiem 4 cylindrów i 190 KM z Mustanga ulatuje co najmniej połowa charakteru. Analogia do ogiera i wałacha jest tutaj nie na miejscu. Różnica jest jak między jazdą na prawdziwym mustangu i koniku huculskim. Nie potrafię znaleźć żadnej sensownej argumentacji stojącej za wyborem EcoBoosta do Forda Mustanga. Mniejsze zużycie paliwa? Litości. V8 w trasie do Włoch paliło mniej niż 10 l/100 km, a ciśnięty EcoBoost przepala tyle samo, co V8. Tak, chcę przez to powiedzieć, że jestem lekko rozczarowany Mustangiem z EcoBoostem. Ale to chyba żadna nowość. Statystyki sprzedaży pokazują, że Wy również trzymacie się z daleka od koników huculskich.

Ten koń na zdjęciu to prawdziwy Mustang. Kosztuje tyle co cztery Mustangi GT.

Poza tym nowy Ford Mustang jest super. Będę musiał zabrać go gdzieś na porządny wypas. Boję się tylko, że zaraz ktoś zabierze z niego to V8 na zawsze.  

 

PremiumMotto na dziś: jeśli Mustang, to tylko z V8

 

Dzienniki PremiumMoto.pl to krótkie, cykliczne wpisy, w których na bieżąco opowiadam Wam o tym, co dzieje się na blogu, kiedy myślicie, że na blogu nie dzieje się nic. Bo dzieje się dużo i chcę, abyście uczestniczyli w tych wydarzeniach. Dzienniki to takie Instastory tylko w oldschoolowym, klasycznym wydaniu. Nowy wpis przynajmniej raz w tygodniu. A po najbardziej aktualny przegląd wydarzeń zapraszam na tradycyjne Instastory.

O Autorze

Kim ja w ogóle jestem i co tutaj robię? Od ponad 10 lat zawodowo testuję i recenzuję nowe modele samochodów. Kiedyś jako dziennikarz motoryzacyjny, dzisiaj bardziej niezależnie i lifestyle’owo, jako bloger i freelancer. Staram się wyjaśniać, doradzać i pomagać Wam w Waszych motoryzacyjnych problemach. Nowe samochody to po prostu moja praca. Szczególnie te klasy premium, ponieważ cenię sobie komfort, dbałość o detale oraz emocje, które wynikają z połączenia tych dwóch aspektów.

Podobne posty

2 komentarze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany