Tym razem, zainspirowany tygodniowym testem w 100-procentach elektrycznego Volkswagena Golfa (e-Golfa) dzielę się krótką refleksją na temat idei samochodów elektrycznych. 

Dla przypomnienia, Volkswagen e-Golf to jedna z siedmiu odmian Golfa hatchbacka VII generacji. Ma silnik elektryczny o mocy 136 KM, dosyć skromną baterię o pojemności 36 kWh i do 100 km/h przyspiesza w niecałe 10 s.

Zaletą e-Golfa jest niskie zużycie energii – w mieście uzyskałem około 20 kWh/100 km, co dało realny miejski zasięg około 200 km. Wadą e-Golfa jest cena. Przy 140 tys. zł (bez dofinansowania) to jeden z najdroższych wariantów Golfa. Tak czy inaczej, obecnie e-Golf powoli odchodzi w zapomnienie, a w jego miejsce już w 2020 roku pojawi się rewolucyjny VW I.D.

PS e-Golfa nie należy mylić z Golfem GTE, czyli hybrydą typu plug-in. Golfowi GTE jakieś dwa lata temu poświęciłem osobny wpis.

A teraz do rzeczy.

 

 

 

 

O Autorze

Avatar

Kim ja w ogóle jestem i co tutaj robię? Od ponad 10 lat zawodowo testuję i recenzuję nowe modele samochodów. Kiedyś jako dziennikarz motoryzacyjny, dzisiaj bardziej niezależnie i lifestyle’owo, jako bloger i freelancer. Staram się wyjaśniać, doradzać i pomagać Wam w Waszych motoryzacyjnych problemach. Nowe samochody to po prostu moja praca. Szczególnie te klasy premium, ponieważ cenię sobie komfort, dbałość o detale oraz emocje, które wynikają z połączenia tych dwóch aspektów.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany

Moja matka mówi, że profil na Instagramie to jedyne, co mi się w życiu udało. 
Zapraszam w wolnej chwili.

close-link