Jazda hybrydą typu plug-in zmienia twoje życie. Gniazdko elektryczne staje się obsesją, sąsiedzi zaczynają na ciebie krzywo patrzeć, poznajesz wszystkich ochroniarzy w miejscach, w których zatrzymujesz się na dłużej i zaczynasz czerpać satysfakcję z jazdy na prądzie. Przekonałem się o tym, testując hybrydowego Volkswagena Golfa GTE. Wrażenia są premium, ale…

Na wstępie muszę poprosić o wyrozumiałość. Zrobiłem mnóstwo zdjęć testowego Golfa GTE, niestety karta pamięci, na której się znajdowały w niewyjaśnionych okolicznościach uległa fizycznemu uszkodzeniu. Zawartości nie udało się odzyskać. Dlatego – chociaż nie lubię tego robić – w materiale muszę wesprzeć się zdjęciami prasowymi. Dobra wiadomość jest taka, że Golf GTE na zdjęciach prasowych jest identyczny, jak ten, którym miałem okazję jeździć, więc jeżeli przebolejecie wolfsburdzkie tablice, to poza tym wszystko jest tak, jak w moim GTE. Wspomogę się też zdjęciami z telefonu, którym dokumentowałem perypetie z GTE. A teraz do rzeczy.

Jeżeli hybryda, to tylko typu plug-in

Po licznych wzlotach i upadkach samochodów hybrydowych i elektrycznych w ciągu ostatnich 130 lat, wygląda na to, że napędy alternatywne w końcu na stałe zadomowią się na naszych drogach. Może to nie kwestia 10 lat, ale do roku 2040 powinny nas otaczać już wyłącznie elektryki i hybrydy. Czy nam się to podoba, czy nie. Nadal jednak nie do końca wiadomo, co będzie źródłem energii dla silników elektrycznych w takich pojazdach. Może to być paliwowe ogniwo wodorowe lub pokaźny pakiet baterii – jak w Teslach. Więcej na ten temat pisałem, kiedy dzieliłem się z Wami wrażeniami z jazdy Toyotą Mirai. Obecnie, ze względu na ograniczenia technologiczne, zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem są hybrydy typu plug-in. W tym przekonaniu umocnił mnie test Volkswagena Golfa GTE. Właściwie to nie był test, to była przygoda – 7 dni wielu nowych, ciekawych doświadczeń.

golf-gte-test-vw

Podobnie jak GTI, VW Golf GTE posiada kilka wyróżniających go, sportowych elementów stylizacyjnych. Zwróćcie uwagę na ciekawy wzór świateł do jazdy dziennej LED oraz niebieski pas rozciągający się na całą szerokość grilla i reflektorów. Dodatkowo duży wlot powietrza w dolnej części – identyczny jak w GTI czy GTD. Od razu widać, że nie mamy do czynienia za zwyczajnym Golfem.

Nie po raz pierwszy miałem do czynienia z hybrydą typu plug-in. Hybrydami i samochodami elektrycznymi przejechałem już pewnie dobre kilka tysięcy kilometrów. Po raz pierwszy jednak miałem możliwość ładowania samochodu we własnym garażu, czyli korzystania z hybrydy typu plug-in tak, jak przewidział to dział marketingu VW. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Przy okazji, przeczytajcie, kto naprawdę stoi za aferą wokół Volkswagena

VW Golf ładowany z gniazdka? Hybrydy typu plug-in? A jak to działa?

Dla formalności przypomnę, że samochód hybrydowy plug-in to taki, który posiada dwa rodzaje silników – spalinowy oraz elektryczny (jeden lub więcej). Różnica między tradycyjnymi hybrydami oferowanymi np. przez Lexusa polega na tym, że prąd do baterii zasilających akumulatory możemy dostarczyć z gniazdka 230 V, tak jak w przypadku samochodów elektrycznych. Dzięki temu plug-iny w dużo większym stopniu niż tradycyjne hybrydy wykorzystują silnik elektryczny. Plug-inami można jeździć jak samochodami elektrycznymi, a kiedy wyczerpią się baterie z pomocą przychodzi silnik spalinowy, który przejmuje zadanie napędzania samochodu. Według mnie to zdecydowanie najlepsza i najbardziej praktyczna forma połączenia napędu spalinowego i elektrycznego w samochodzie. Tak w skrócie.

Hybryda typu plug-in od VW – Golf GTE

Hybryda typu plug-in? Prąd to może napędzać lodówki!

Nie zrozumcie mnie źle. Nie przytulam się do drzew i, szczerze mówiąc, niewiele obchodzi mnie przyszłość lodowców. Lubię zapach benzyny i zmuszanie jednostki benzynowej do pracy na wysokich obrotach, świadomość, że wyciskam z niej wszystko, co się da. Lubię kiedy tłoki pracują pod moje dyktando. To uczucia, których nie da się zastąpić. Ale nie potrzebuję takich wrażeń non-stop. Przy poruszaniu się w korkach i bezrefleksyjnym krążeniu po mieście cisza i specyfika samochodu napędzanego energią elektryczną odpowiada mi znacznie bardziej niż najlepiej wyciszony diesel czy benzyniak. W komentarzach pod recenzjami samochodów hybrydowych i elektrycznych najczęściej spotyka się radykalne podejścia typu – prąd to może zasilać lodówki, albo hybrydy to klęska prawdziwej motoryzacji. Według mnie to, że akceptujesz hybrydy wcale nie musi oznaczać, że nie jesteś prawdziwym petrolheadem. Mógłbym kręcić V8 w RC F-ie do nieskończoności, ale równie dużo frajdy sprawiła mi jazda Golfem GTE na samym prądzie. To tak jak z rowerami – w mieście znakomicie sprawdzi się taki na dużych, cienkich kołach, z koszyczkiem. I choć w górach też na nim pojeździsz, to nie będziesz z tego miał zbyt wiele frajdy. Lepiej przesiąść się na „górala”. Nie oznacza to jednak, że od razu musisz dyskredytować rower miejski.

Golfa GTE nie pomylisz z żadnym innym

Volkswagen Golf GTE – czy hybryda typu plug-in się opłaca?

Dobra, pora na konkrety. Volkswagen Golf GTE kosztuje 153 tys. zł, czyli około 30 tys. więcej niż Golf GTI Performance czy Golf GTD. Nie ma co ukrywać, to jedna z najdroższych wersji Golfa. Ale może koszty eksploatacji rekompensują wysoką cenę zakupu? Sprawdźmy:

  • jedna kWh w moim bloku to koszt 0,43 zł (RWE, taryfa G11),
  • pojemność baterii Golfa GTE wynosi 8,7 kWh,
  • średnie zużycie energii – 11,4 kWh/100 km (wg normy NEFZ),
  • zasięg na jednym ładowaniu to realnie około 40 km (VW deklaruje 50 km, ale osiągnięcie takiego wyniku jest równie trudne, jak danych katalogowych średniego zużycia paliwa).

I dalej:

  • naładowanie Golfa GTE to w moim przypadku wydatek 3,74 zł,
  • zakładam, że co drugie ładowanie jest gratisowe (w biurze, galerii handlowej, etc.),
  • za 3,74 zł przejeżdżam więc 80 km,
  • średnie zużycie benzyny w Golfie GTI w mieście to 10 l/100 km,
  • 80 km w Golfie GTI pochłania 8 l paliwa, co przy cenie za litr na poziomie 4,5 zł daje 36 zł,
  • na każde 80 km przejechane GTE jestem 32 zł do przodu w stosunku do GTI,
  • różnica 30 tys. zł przy powyższych założeniach zwróci się więc po 75 tys. km jazdy w mieście.

Jakby nie liczyć – nawet jeśli założyłbym, że ładowanie mamy całkowicie za darmo – zakup Golfa GTE (i wszystkich innych hybryd typu plug-in) nie kalkuluje się. Tym bardziej przy braku jakiegokolwiek wsparcia rządu i przywilejów związanych z jazdą bardziej ekologicznym samochodem. Przykładowo od maja w Niemczech kierowcy mogą liczyć na 3 tys. euro wsparcia przy zakupie hybrydy plug-in. To już spora zachęta. Ale liczby i suche kalkulacje to nie wszystko. Gdyby tak było, to wszyscy korzystalibyśmy z komunikacji miejskiej, ewentualnie taksówek. Policzcie, ile kursów moglibyście zrobić za 150 tys. zł.

VW-golf-Gte-ladowanie-wtyczka

Ładowanie VW Golfa GTE ze zwykłego gniazdka elektrycznego trwa niecałe 4 godziny i kosztuje około 4 zł. Za tę kwotę realnie przejedziemy w mieście około 40 km wyłącznie na energii zmagazynowanej w bateriach. W przypadku podpięcia się do stacji szybkiego ładowania wystarczą 2 godz. i 15 min.

VW Golf GTE – hybryda ze sportowym zacięciem?

Chodzi o to, że Golfem GTE po prostu świetnie się jeździ. Hybryda typu plug-in to idealne rozwiązanie do miasta. Osiągi, jakie zapewnia sam silnik elektryczny są w zupełności wystarczające do sprawnego poruszania się (0-60 km/h w 5 s i max 130 km/h), pedał gazu można deptać do spodu bez obawy, że włączy się silnik spalinowy, coś co denerwuje mnie w tradycyjnych hybrydach. Przez cały tydzień jeździłem po Warszawie wyłącznie na silniku elektrycznym. Z powodów, których nie udało mi się ustalić było to wyjątkowo satysfakcjonujące uczucie – premium można by rzec. Polecam.

Jest jeszcze jedna ważna kwestia związana z hybrydowym Golfem. Nie bez kozery nazywa się GTE. Nawiązanie do GTI lub GTD jest tu jak najbardziej na miejscu. Pod maską mamy zaledwie 150-konne 1,4 TSI, ale tzw. moc systemowa układu hybrydowego to 204 KM i 350 Nm. GTE to taki prawie hothatch. Do 100 km/h przyspiesza 7,6 s czyli równie szybko co Golf GTD i sekundę wolniej niż Golf GTI. Co prawda Golf GTE waży 1500 kg (+100 kg względem GTD), ale zadbano o niskie umieszczenie środka ciężkości, więc przy ostrzejszej jeździe GTE daje poczucie prowadzenia hatchbacka o sportowym zacięciu. Na pewno w większym stopniu niż w przypadku bliźniaczego Audi A3 E-tron.

Volkswagen-golf-gte-test-jazda

Osiągi Golfa GTE na samym silniku elektrycznym są w zupełności wystarczające do sprawnego poruszania się po mieście. Wrażenia z jazdy na prądzie są całkiem premium. 60 km/h osiągamy w niecałe 5 s, a maksymalnie pojedziemy 130 km/h. Przy zaangażowaniu obu silników 100 km/h to kwestia 7,6 s (tyle samo, co w Golfie GTD).

VW Golf GTE – zużycie paliwa w mieście i w trasie

Golf GTE może w ogóle nie zużywać paliwa, zaś w trasie, przy spokojnej jeździe na wyczerpanych bateriach średnie zużycie wyniosło ponad 6 l/100 km. Volkswagen obiecuje średnie spalanie na poziomie 1,6 l/100 km. A jak jest w rzeczywistości? O tym szczegółowo opowiedziałem na filmie.

Golf GTE – blaski i cenie życia (z hybrydą) typu plug-in

Największym mankamentem hybryd typu plug-in zdaje się kabel do jej ładowania. Przypomnę, że trzeba go wyciągać, rozwijać i zwijać znacznie częściej niż przewód od dystrybutora – przynajmniej raz dziennie. Jak się możecie domyślić, kabel zazwyczaj jest brudny, czasami również mokry. Mitsubishi do Outlandera PHEV dołącza specjalne rękawiczki, żeby się nie pobrudzić. W VW musimy zadbać o nie sami.

Pojawia się też ciekawe zjawisko, tzw. syndrom Jay´a Leno. Pamiętam jak w jednym z programów Jay chwalił się, że przejechał Chevroletem Voltem ponad 17 tys. km i zużył na to jedynie 17,6 l paliwa. Jestem pewien, że gdybym miał możliwość dłużej jeździć Golfem GTE to pobiłbym ten wynik.

vw-golf-gte-wnetrze

We wnętrzu Golfa GTE również nie brakuje akcentów, podkreślających specyficzny charakter samochodu. Mamy sportowe fotele w stylu GTI – tutaj w niebieską, elektryzującą kratę, niebieskie akcenty na na lewarku skrzyni biegów, czy niebieskie szwy na kierownicy. No i niestandardowe zegary – na tym filmie zobaczycie jak pracują.

Jeżeli masz świadomość, że możesz poruszać się samochodem właściwie za darmo, to jesteś w stanie zrobić bardzo dużo, żeby mieć możliwość podładowania go w każdym możliwym miejscu. Parcie na gniazdko jest tym silniejsze im bliżej do rezerwy paliwa. I nie chodzi tu o oszczędności, chyba bardziej o lenistwo i chęć wykorzystania technologii, za którą zapłaciliśmy tyle pieniędzy. Zwykłe gniazdko elektryczne staje się wówczas dobrem pierwszej potrzeby. Twoim fetyszem. Potrzeba podłączenia auta do prądu w miejscu, w którym zaparkowałeś graniczy z obsesją. Byłem gotów pobiec do najbliższego sklepu i kupić panu ochroniarzowi czteropak piwa, tylko po to, aby pozwolił mi podpiąć się do gniazdka w swojej stróżówce. Niestety, wiązało się to również z długimi, kurtuazyjnymi rozmowami na temat Golfa GTE i przyszłości motoryzacji w ogólepaaanie, ja swoim Berlingo w drodze na działkę to robię 4 l/100 km. Ile? 150 tys. zł, dejcie ludzie spokój.

Problem polega na tym, że gniazdek zawsze brakuje. Myślałem, że posiadanie takowego w garażu podziemnym rozwiązuje problem. Ale nie – okazało się dopiero początkiem problemów ze wspólnotą mieszkańców. Samochód podpięty do wspólnego gniazdka w garażu okazał się wrogiem numer 1 wspólnoty, większym niż goście, którzy zapychają skrzynki ulotkami. No bo jak to tak? Na cudzy koszt ładować samochód? Przez tydzień nie było dnia, żeby ktoś nie wypiął w nocy wtyczki. Ale nie było komu przetłumaczyć, że chodzi raptem o niecałe 4 zł i przecież też za to płacę. Na szczęście końcówka w samochodzie jest blokowana z chwilą zaryglowania zamków, więc nie da się jej wyciągnąć. W przeciwnym wypadku zapewne zostałbym bez kabla.

Jaki z tego wniosek? Jeżeli decydujecie się na hybrydę typu plug-in najpierw upewnijcie się, że dysponujecie przynajmniej jednym miejscem (praca, dom), w którym raz dziennie będziecie mogli ją podpiąć na te 3-4 h. Podejście typu – jakoś to będzie, dookoła pełno gniazdek – okaże się zgubne. Gwarantuję.

vw-golf-gte-prad-za-piwo

Prąd za piwo? Brzmi jak uczciwa propozycja. Pan ochroniarz nie miał nic przeciwko. Zapaliła się rezerwa paliwa, a mi tak bardzo nie chciało się jechać na stację. Sklep był znacznie bliżej.

vw-golf-gte-mokry-sen

Mokry sen posiadacza hybrydy typu plug-in. Masa gniazdek i prąd za free. Do tego łatwo zaparkować. Jeżeli chcecie wiedzieć, gdzie jest to miejsce, to piszcie.

vw-golf-gte-wozek

Byłem przekonany, że skoro w garażu podziemnym i to blisko miejsca parkingowego mam gniazdko elektryczne, to nie będzie problemu z ładowaniem Golfa GTE. Myliłem się…

vw-golf-gte-vs-sasiedzi

…gniazdko okazało się początkiem problemów ze wspólnotą mieszkańców. Każdej nocy ktoś uprzejmie wyjmował wtyczkę z kontaktu. Na szczęście tej wpiętej w samochód nie da się wyciągnąć, kiedy auto jest zamknięte.

vw-golf-gte-oczekiwania-vs-rzeczywistosc

Sporo jeszcze wody w Wiśle musi upłynąć, zanim korzystanie z hybryd typu plugi-in w Polsce będzie tak łatwe, jak w reklamach czy w Norwegii. A jeszcze więcej upłynie, zanim woda z Wisły będzie wytwarzać prąd dla tych hybryd.

PS Jeżeli Golf GTE jest dla Was zbyt mały, to ofercie Volkswagena w Polsce właśnie pojawił się Passat GTE (również w wersji Variant). Ma nieco więcej baterii, 218 KM mocy i do 100 km/h przyspiesza w 7,4 s.

Volkswagen Golf GTE - test, czyli życie (z hybrydą) typu plug-in
Hybrydowy Golf GTE posiada wszystkie zalety usportowionego Golfa, a jednocześnie pozwala korzystanie z uroków jazdy na samym prądzie. To ciekawe połączenie. Tydzień z Volkswagenem Golfem GTE ponownie utwierdził mnie w przekonaniu, że hybrydy typu plug-in to przyszłość, której nie trzeba się obawiać. Jednocześnie uświadomił mi, że upowszechnienie samochodów elektrycznych i hybrydowych będzie wymagać również znaczących zmian w naszej mentalności, podejściu do samochodów oraz sposobu korzystania z nich – do przestawienia się na życie typy plug-in.
Wygląd
Wnętrze
Wrażenia za kierownicą
Silniki
Prestiż
To jest premium:
  • połączenie osiągów i możliwości jazdy zeroemisyjnej,
  • sportowe zacięcie,
  • agresywna stylizacja,
To nie jest premium:
  • mentalność sąsiadów,
  • zwijanie i rozwijanie kabla do ładowania.
4.4Jak premium?

O Autorze

Kim ja w ogóle jestem i co tutaj robię?   Od ponad 10 lat na co dzień, zawodowo zajmuje się motoryzacją, a przede wszystkim testowaniem i opisywaniem dla Was nowych samochodów. Kiedyś jako dziennikarz motoryzacyjny, dzisiaj bardziej jako bloger i freelancer na stałe współpracujący w kilkoma magazynami lifetsylowymi/motoryzacyjnymi.

Podobne Posty

15 komentarzy

  1. Marcel VW

    Wygląda na to, że VW to każdego Golfa i Passata GTE powinien dodawać parę rękawiczek i kilka zgrzewek browarów do bagażnika – gratis. Wtedy jazda hybrydą plug-in stanie się przyjemniejsza 🙂

    Odpowiedz
  2. RUpercik

    Wydaje mi się, że takie GTE to ciekawa alternatywa jedynie dla GTD. Osiągi takie same, spalane mniejsze no i ten diesel się nie tlucze. W GTD mocno go słychac.

    Odpowiedz
  3. Dr No

    Policzyłem, bo zaintrygowałeś mnie tym kursowaniem taksówką zamiast jazdy samochodem. Kurs do roboty kosztuje mnie najczęściej około 30 zł. Dziennie więc 60 zł. Taki Golfik za 150 tys. zł to 2500 kursów taksówką. Licząc, że muszę wykonać powiedzmy 300 kursów rocznie, to za cenę Golfa GTE mógłbym jeździć taxi do pracy i spowrotem przez…. 8 lat! Może być nawet te 7 lat bo będzie trzeba coś na wakacje wynająć itp. I co terazz?

    Odpowiedz
    • Rysio

      teraz wsiadaj na te starą wypierdzianą kanapę w oktavii Mietka i szuruj do pracy

      Odpowiedz
  4. Golflove

    Nie widziałem takiego jeszcze. Łady. W Polsce chyba jest też dostępny czystoelektryczny Golf. To musi być ciekawostka.

    Odpowiedz
  5. GTE

    Osobiście uwielbiam auta elektryczne, niedawno przymierzałam się nawet do takiego Golfa GTE, w sumie to nadal się przymierzam.

    Odpowiedz
  6. Janek mam na imię, a co

    Z tym ładowaniem samochodów elektrycznych u nas to faktycznie przypał. Autor widać mieszka w Warszawie, to tu jeszcze jest w miarę. Dopiero w mniejszych miastach zaczyna się hardcore. Garaż podziemny? Jasne. Ładowanie w pracy? Oczywiście… Hybrydy typu-plug nadają się tylko do większych miast.

    Odpowiedz
  7. Marek

    Fajny materiał, w końcu coś innego od tych bzdetów na tzw. wiodących portalach. Idzie to jeszcze przeczytać i pooglądać, film ciekawy, chyba najbardziej rzetelnie mówi o spalaniu Golfa GTE.

    Odpowiedz
  8. Rafał

    Ładowanie za piwo w stróżówce i na krzywy ryj od wspólnoty? Dzięki za udowodnienie, że nawet w hybrydzie typu plug-in można być cebularzem.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany