Oj działo się w marcu. Ledwie nadążałem z aktualizacją dzienników. Zacząłem od relaksu w klimacie Audi, dlatego nie wyrobiłem się na salon samochodowy w Genewie. Niemniej i tak opisałem Wam, dlaczego na taki salon lepiej wybrać się bez aparatu. Chwilę potem wpadłem na galę Otomoto by poznać „najpopularniejszą używkę Polaków”, a następnie pojechałem sprawdzić dla Was nowego Golfa. W międzyczasie na tapetę wróciło złote Lambo – już całe i zdrowe, czekające na litewskie tablice rejestracyjne. Dzięki carspotterom jako pierwszy w Polsce dotarłem do tych informacji. Z Golfa przesiadłem się do nowego Citroena C3 i trochę pobawiłem się jego wbudowaną kamerą. Na deser zostawiłem sobie dwa nowe SUV-y – odświeżoną Kugę i całkowicie nowe Discovery 5. Zapraszam do lektury.

#update 30.03.2017: pojechałem na Disco do Wadowic

#Discovery V #Wadowice #Land Rover

Na zakończenie intensywnego marca wybrałem się do Wadowic by lepiej poznać V generację Land Rovera Discovery. Przyznam, że miałem pewne zaległości w modelowym portfolio Land Rovera. Wiedziałem tylko tyle, że z bliżej niezrozumiałych dla mnie względów bardzo pociąga mnie Range Rover (najlepiej SVR).

Land Rover Discovery V również okazał się godny uwagi. Lepszy pod każdym względem od poprzednika. Równie oryginalny. Nadal bardzo dzielny w terenie, ale teraz bardziej luksusowy. I w ogóle wszystko „bardziej”. Rzadko kiedy po pierwszych jazdach testowych czuję prawdziwą sympatię do samochodu. Ostatni raz tak było chyba w przypadku nowej Panamery. Teraz podobną sympatią zapałałem do Disco – najbardziej uterenowionego spośród najbardziej luksusowy SUV-ów na rynku. W bogato wyposażonej wersji z dieslem V6 pod maską to naprawdę ujmujący samochód. 

Pełny wpis już w przygotowaniu.

land-rover-discovery-V-polska

Ubrudzić Land Rovera Discovery V pomagał nam sam Sławomir Makaruk – legenda słynnych rajdów Camel Trophy. Działo się.

 

#update 27.03.2017: „Budzę w sobie Kugę”

#nowy Ford Kuga #wiosna #Instastories

Wiosna. Przyroda budzi się do życia, a Ford zaprosił mnie, bym „obudził w sobie Kugę”. Tak też zrobiłem, a wszystko relacjonowałem Wam (w miarę) na żywo na Instagramie. W krótkich 16 sekundowych (Insta na więcej nie pozwala) filmach poopowiadałem Wam trochę o nowej (czyt. odświeżonej) Kudze i o tym, jak takie pierwsze jazdy testowe nowym modelem wyglądają.

Dla tych, którzy przegapili relację, poniżej zamieszczam zmontowany materiał. Niestety jest mało YouTubowy ze względu na niską jakość nagrywek na Insta i pionowy format, ale obejrzeć się da. 

Dzięki, że tak licznie towarzyszyliście mi w „prezentacji”. Każdy film obejrzało prawie 2 tys. osób. Szczerze mówiąc, taka duża widownia zaczyna mnie stresować. Tak czy inaczej, zapraszam do obserwowania Instagramowego profilu PremiumMoto.pl. Tam pokazuję Wam „co dzieje się na blogu, kiedy na blogu nie dzieje się nic” jeszcze szybciej niż w dziennikach.

PS Pełny materiał o nowej Kudze w przygotowaniu.

PPS Instastories dostępne jest jedynie z poziomu aplikacji mobilnej.

 

#update 24.03.2017: Mój tydzień z nowym Citroenem C3

#Airbump #ConnectedCAM #C3

Ostatni tydzień spędziłem za kierownicą nowego Citroena C3. Wiecie, tego co przypomina trochę C4 Cactusa i trochę crossovera, a generalnie jest całkiem stylowym, ba, lifestyle’owym, miejskim hatchbackiem.

nowy-citroen-c3-feel-test-opinia-1

Nowy Citreon C3 w wersji Feel w terenie. Plastikowe nakładki wokół nadwozia sprawiają, że przypomina nieco crossovera. Airbumpy (w miejscu przetłoczenia na drzwiach) upodobniłyby go z kolei do C Cactusa. Do pełni szczęścia przydałyby się jedynie felgi aluminiowe. Citroen w C3 oferuje bardzo ciekawe wzory.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Do testów otrzymałem drugą w cenniku C3 wersję Feel (ponad 50 proc. sprzedaży). Ku mojemu rozczarowaniu – pozbawioną Airbumpów i felg aluminiowych. OK, „alusy” jeszcze jakoś można przeboleć, w końcu zima, a u nas nadal pokutuje mit, że na zimę tylko stalówki. Ale wyobrażacie sobie C3 bez Airbumpów? Ja nie. Bo Airbumpy są super i każdy chce je mieć. Kosztują 1240 zł, chociaż nie są oferowane w bazowej wersji Live. Właśni dlatego, żeby mieć Airbumpy trzeba wybrać przynajmniej wersję Feel. Jej ceny zaczynają się od 42 700 zł lub od kilkuset złotych miesięcznie dzięki nowemu programowi finansowania Simplydrive (od 0 proc. wpłaty własnej). W ogóle od wersji Live trzymałbym się z daleka, bo nie posiada nawet plastikowych ozdobników biegnących wokół karoserii, a C3 wygląda bez nich niezbyt (life)stylowo. Tak czy inaczej, zaryzykowałbym stwierdzenie, że odpowiednio spersonalizowanym C3 będziecie bardziej rzucać się w oczy niż znacznie droższym DS3.

nowy-citroen-c3-feel-test-opinia-10

Nowy Citroen C3 w mieście również prezentuje się atrakcyjnie. Według mnie zwraca uwagę bardziej niż droższy DS3.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Nie mogę Wam nie wspomnieć o ConnectedCAM, czyli zintegrowanym, fabrycznym rejestratorze jazdy. To taki social mediowy gadżet w Waszym C3. Świetny pomysł, prawda? Przyznam, że wpadłem na niego zanim jeszcze dowiedziałem się o ConnectedCAM. Pisałem o tym przy okazji pierwszych wrażeń z jazdy Audi Q2, równie młodzieżowym co C3. Pozwolicie, że zacytuję sam siebie.

Sugerując się przekazami marketingowymi, które siłą rzeczy do mnie trafiały, liczyłem na mega awangardowego crossovera. Takiego ze stacją ładowania elektrycznej deskorolki w bagażniku, czy z wbudowanym w zderzaku aparatem, który po wciśnięciu przycisku na kierownicy robiłby zdjęcie i automatycznie publikował je na Instagramie (…).

Z założenia ConnectedCAM ma oczywiście poprawiać bezpieczeństwo i dbać o nasze interesy, bo w razie wypadku zarejestruje wydarzenia przed i po nim (nie nagrywa non stop). Ale… jak często macie wypadki? Dużo częściej widzicie na drodze coś, co jest warte uwiecznienia – ciekawy samochód, ładnego pieska, kolumnę BOR albo Centrum Opatrzności Bożej. Wówczas wciskacie przycisk pod lusterkiem i zdjęcie gotowe. Teraz tylko wystarczy z poziomu apki w telefonie wybrać zdjęcie/film i można udostępnić materiał na wszelkie możliwe sposoby. Cała procedura parowania i obsługi ConnectedCAM jest dziecinnie prosta i przyznam, że to chyba pierwszy raz, kiedy samochodowa apka zadziałała tak jak trzeba. Jest tylko jeden kruczek. Telefon łączy się z ConnectedCAM przez WiFi, więc kiedy jesteście połączeni z kamerą, nie macie dostępu do sieci. Ale ConnectedCAM nie wymaga ciągłej łączności z Waszym telefonem – na szczęście.

Przy okazji: załączam Wam poglądowo oryginalne (surowe) zdjęcie prosto z ConnectedCAM

Wróćmy jednak do meritum. Chociaż według mnie meritum w C3 to Airbumpy i ConnectedCAM, bo pod względem wrażeń z jazdy C3 już tak nie zaskakuje. Jak przystało na Citroena, C3 jeździ się bardzo komfortowo (również dzięki oponom o wysokim profilu), a wrażenia z jazdy są zbliżone do tych w C4 Cactusie. C3 został stworzony w oparciu o filozofię „Citroen Advanced Comfort”. Szczerze mówiąc, nie wiem do końca, co to oznacza, ale faktycznie poziom komfortu oferowany przez C3 można uznać za advanced na tle rywali. Jest bardzo wygodnie w każdym aspekcie.

Tradycyjnie już w Citroenie układ kierowniczy jest jak dla mnie zbyt mocno wspomagany, a w radośnie pokonywanych zakrętach szybko pojawiała się podsterowność i związana z tym dosyć ostra interwencja ESP. Precyzją prowadzenia C3 odbiega od tego, co oferuje Polo czy Fiesta, ale to bardziej cecha niż wada. Citroeny tak już mają – są łatwe i przyjemne w prowadzeniu, masz prowadzić komfortowo i zrelaksować się za kierownicą, a nie siłować się z samochodem. Mi akurat ta charakterystyka nie do końca odpowiada.

nowy-citroen-c3-feel-test-opinia-11

W standardzie w nowym C3 otrzymujemy dach w kolorze nadwozia, ale znacznie lepiej zdecydować się na kontrastujący czerwony lub (jak na zdjęciu) czarny.

Charakterem i przyjemnym brzmieniem odpowiadał mi za to 3-cylindrowy, benzynowy silnik 1,2 l w wersji 110 KM. Dynamika, jaką oferuje jest w zupełności wystarczająca, chociaż budzi obawy o osiągi oferowane w trasie przez najsłabszą, 68-konną odmianę. Sądzę, że do miasta spokojnie wystarczy ta pośrednia, 82-konna, ale jeżeli chcecie często uciekać z miejskiej dżungli, to warto wziąć te 110 KM. Manualna skrzynia ma jedynie pięć biegów (i dłuuuugi skok lewarka), ale szóstki nigdy mi nie brakowało, a w tradycyjnej trasie testowej osiągnąłem zużycie na poziomie 6,1 l/100 km. W mieście przy ostrym traktowaniu nie przekroczyłem 8 l/100 km (6 l/100 km jest realne).

Na deser zostawiłem sobie wnętrze, bo to zdecydowanie mocna strona C3. Bierze to, co najlepsze z C4 Cactusa – ciekawy design foteli, retro rączki w drzwiach – i uzupełnia je designerską tapicerką, ciekawą kierownicą, znanym z innych modeli PSA ekranem dotykowym (Android Auto, Apple CarPlay, Mirror Link) i przyjemną dla oka tablicą wskaźników. Trzeba się jednak przygotować, że wszystkie plastiki w kabinie, za wyjątkiem tego przed pasażerem, który może być obity materiałem, będą twarde.

Nie zmienia to faktu, że kabina C3 to bardzo przyjemne miejsce do przebywania, a samo C3 (podobnie zresztą jak Cactus) zostawiło po sobie niezwykle pozytywne odczucia. Nawet pomimo tego, że nie posiadał Airbumbów.

nowy-citroen-c3-feel-test-opinia-2

Wnętrze nowego C3 to bardzo przyjemne i komfortowe miejsce. Nie uświadczymy tu co prawda miękkich plastików, ale elementy deski rozdzielczej mogą być pokryte tym samym (miękkim) materiałem co obszerne fotele. Jest stylowo.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

#update 21.03.2017: VW Golf 7,5

#pierwsza jazda #Discover #Golf

Miałem okazję wziąć udział w polskiej premierze nowego Volkswagena Golfa, czyli VII generacji Golfa po faceliftingu. Bardziej dociekliwi pewnie zwrócą uwagę, że piszę te słowa dwa dni przed faktyczną datą prezentacji Golfa, ale po prostu nadrabiam zaległości.

Tak czy inaczej trochę sobie na odświeżonego Golfa popatrzyłem, trochę o nim posłuchałem, trochę go podotykałem i sporo nim pojeździłem (również wersją R, która ma teraz 310 KM). Spieszę poinformować, że wszystko jest po staremu… tylko lepiej. Golf zyskał nowe – wyjątkowo atrakcyjne – wzory felg i kolory lakierów nadwozia. Ma też nowy design zderzaków i reflektorów. Te z tyłu mogą być teraz diodowe. Z blach zmieniła się ta nadkola – ma bardziej wyraziste przetłoczenie (info dla geeków). Pojawiło się też mnóstwo nowych systemów wsparcia kierowcy i zmodernizowane systemy multimedialne z fenomenalnym Discover Pro na czele. Generalnie Golf nadal wygląda świeżo i atrakcyjnie i został gruntowanie zmodernizowany pod względem technologii. Na kolejne 3 lata rynkowej kariery powinno wystarczyć.

Więcej o nowym Golfie w osobnym wpisie. Ja tymczasem zostawiam Was z nagranym przeze mnie przewodnikiem po systemie Discover Pro (opowiada szef działu szkoleń Volkswagena) i z galerią zdjęć. Żółty wymiata na żywo!

 

#update 18.03.2017: Złote Lambo – historia z happy endem

#złoteLambo #Litwa #happyEnd

złote lambo dalsze losy

fot. 15min.lt

Dzisiaj w dziennikach PremiumMoto.pl będzie newsowo. Okazją jest ponowne pojawienie znanego na całą Polskę „złotego Lambo”. Złoty Aventador (obecnie czarno-złoty), po stłuczce w centrum Warszawy na początku tego roku, przez długi czas czekał na naprawę. Pojawił się dopiero teraz. Na Litwie.

Jeden z polskich carspotterów Romek R. (link do fanpage) dotarł do newsa zmykającego sprawę złotego Lambo, którego delikatny dzwon w centrum Warszawy urósł do wydarzenia rangi krajowej.

Złote Lambo zostało przyłapane w Wilnie. Na zdjęciu widać, że auto jest już całe i zdrowe – wstawiono całą część przednią – chociaż najwyraźniej czeka jeszcze na ponownie oklejenie na złoto. Lambo stało na lawecie z Polski pod urzędem rejestracyjnym, a wcześniej przeszło badania techniczne na stacji kontroli pojazdów. W dzienniku czytamy, że złoty Avek zostanie (został) zarejestrowany na Litwie i będzie podobno pierwszym Aventadorem na litewskich blachach. Według niepotwierdzonych informacji, prosto z Litwy samochód zostanie przetransportowane na Teneryfę.

Nie od dziś wiadomo, że rejestracja takiego samochodu na Litwie pozwala sporo zaoszczędzić. U naszych wschodnich sąsiadów nie płaci się podatku akcyzowego (18,6 proc. wartości samochodu zostaje w kieszeni), a VAT wynosi 21 proc. Nawet jeżeli przyjmiemy, że złoty Avek warty jest niecały milion zł (nowy kosztuje prawie dwa), to i tak właściciel jest sporo do przodu. A Lambo wraca do ciepłych krajów. Ot, historia z happy endem.

Litewskie źródło

Przyznam, że ja również ogrzewałem się w blasku złotego Lambo.

#update 16.03.2017: najbardziej pożądane używki w Polsce

#otomoto #ranking #gdzieJestPassat

Wczoraj Otomoto.pl już po raz szósty podsumowało lawinę zapytań, które użytkownicy kierowali do serwisu przez dwanaście miesięcy. Na podstawie ponad miliarda wyszukań powstał ranking „Internetowy samochód roku”, którego wyniki ogłoszono na uroczystej gali. Całość – w towarzystwie polskich czterokołowych klasyków z PRL – sprawnie poprowadził Filip Chajzer.

Pośród kilku kategorii (m.in. najczęściej poszukiwane maszyny rolnicze, budowlane i ciągniki) najpopularniejsza i najbardziej prestiżowa to „używane samochodowy osobowe”. Nie było niespodzianki – wśród najbardziej pożądanych „używek” w Polsce, triumfują marki… premium. Jak widać, ranking Otomoto dobrze oddaje wymowę komentarzy, które pojawiają się pod większością testów samochodów klasy premium w polskim internecie. A brzmią one mniej więcej tak: „Za 10 lat, jak przyciągną od Niemca, to sobie taki kupię”.

Audi A4 po raz drugi z rzędu zdobywa tytuł Internetowego Samochodu Roku. Wieloletni lider, Volkswagen Golf znalazł się na drugim miejscu. Volkswagen Passat poza podium, a BMW serii 3 awansuje z szóstego, aż na trzecie miejsce – podsumowuje Otomoto.pl

 

 

OTOMOTO Internetowy Samochód Roku 2016

OTOMOTO Internetowy Samochód Roku 2016 – najczęściej wyszukiwane samochody używane w Polsce w 2016 roku.

Na Otomoto.pl oferowane są również pojazdy nowe. Nie są aż tak popularne, jak te używane, ale również mają swój ranking.

OTOMOTO Internetowy Samochód Roku 2016(1)

OTOMOTO Internetowy Samochód Roku 2016 – najczęściej wyszukiwane samochody nowe w 2016 roku.

Prowadziłem dla Was nawet relację live na Facebooku z tego wydarzenia, a pełny estetycznie opracowany raport dostępny jest na specjalnej stronie Internetowy Samochód Roku 2016.

 

#update 13.03.2017: gimby nie znajo

#NeedForSpeed #lata 90. #wspominki

Właśnie kończę przygotowywać kolejny materiał do magazynu Lounge, w który mam swoją skromną kolumnę (przy okazji zapraszam do PremiumLounge). Temat przewodni nadchodzącego wydania to lata 90. Odbyłem więc sentymentalną podróż do tamtej epoki. Wydaje się, że było to tak niedawno, ale kiedy uświadomimy sobie, że w salonach królowała wtedy III generacja Volkswagena Golfa, na ulicach rządziło Cinquecento, a Lanos dopiero był w planach, to perspektywa nieco się zmienia.

Nie było YouTuba, nie było iPhona (ba nawet iPoda), żadnych portali społecznościowych. Stały dostęp no internetu? Nic z tych rzeczy. W domach pojawiały się dopiero pierwsze komputery stacjonarne. A w raz z nimi gry. Dla mnie, jak i dla wielu chłopaków urodzonych chwilę przed i chwilę po wybuchu w Czarnobylu, jednym z najważniejszych tytułów tamtych lat była pierwsza część Need for Speed. Co to była za gra. 1 CD lub 35 dyskietek. Najlepsze samochody, ultra realistyczna grafika, prawdziwy dźwięk silnika, malownicze trasy. Do dzisiaj pamiętam nawet niektóre zakręty. Swoją drogą, trzeba przyznać, że wtedy producenci bardziej się starali. Każdy samochód w grze był dokładnie opisany, opatrzony materiałem zdjęciowym i filmowym. 

Kto zna i grał w Need for Speed, ten podzieli mój sentyment i zapewne z przyjemnością powspomina razem ze mną. A kto nie zna (#gimbynieznajo), poznać powinien, ale i tak pewnie nie zrozumie.

Na dokładkę kultowe intro:

#update 10.03.2017: PremiumMoto na salonach

#Genewa #nowości #refleksje

Za nami 87. Międzynarodowy Salon Samochodowy w Genewie (część prasowa). Niestety w tym roku do Genewy nie dotarłem, bo pojechałem na ferie (patrz wcześniejszy update). Salonowe wydarzenia i premiery śledziłem przed komputerem i muszę stwierdzić, że to znacznie bardziej efektywny sposób na „bycie na bieżąco”, niż latanie z aparatem po halach Palexpo. Formuła salonu samochodowego – podobnie jak silnik spalinowy – powoli odchodzi do lamusa, niemniej jeszcze przez chwilę z pewnością z nami pozostanie.

Chyba najważniejszą tegoroczną nowością była premiera nowego Volvo XC60 (czyli pomniejszonego XC90), dużo postów na moim facebookowym wallu poświęconych było też Volkswagenowi Artentonowi (czy jak mu tam) i Panamerze w kombi (ładna franca). Na wyróżnienie zasługuje również czterodrzwiowy Mercedes-AMG GT (jeszcze w wersji koncepcyjnej), Aston Martin AMR, Lambo Hyracan Performante (ten od lewego czasu na Ringu), Honda Civic Type R (potrójny wydech „robi robotę”), Porsche 911 GT3 (z manualem!), Range Rover Viral (czy jakoś tak) no i Kia Picanto. Zapomniałem o Super Fast Ferrari. Generalnie jednak trudno uznać tę edycję genewskiego salonu za wyjątkową. Nadal nic nie przebije tej z roku 2013, kiedy niemal równocześnie zaprezentowano Porsche 918, McLarena P1 i LaFerrari.

Tak czy inaczej, jeżeli planujecie wizytę na salonie samochodowym, to polecam Genewę. Spośród europejskich imprez tego typu Genewa jest tą najbardziej prestiżową. Tylko tutaj wystawiają się niewielkie, egzotyczne manufaktury jak Apollo, Zenvo, Touring Superleggera, Techrules czy Spyker. Jest na bogato. I jeżeli mógłbym Wam coś poradzić, to nie bierzcie ze sobą aparatu ani kamery. Zdjęcia tych wszystkich samochodów będą w sieci, jeszcze zanim dotrzecie na salon. Szkoda czasu. Jedna, dwie pamiątkowe fotki – OK. Ale potem skupcie się na samochodach.

Odłóżcie telefon i przyjrzyjcie się bliżej tym wszystkim egzotykom. Wsiądźcie do nich, pomacajcie, pobawcie się multimediami, rozsiądźcie się na tylnych siedzeniach (o ile w dni dla publiczności można tak robić). Dopiero bliski kontakt z tymi maszynami – nie przez obiektyw aparatu – sprawia, że wizyta na salonie zostanie w Waszej pamięci na długo. Wiem co mówię – spośród 10 genewskich salonów, na których byłem, pamiętam jedynie te kilka ostatnich, na które pojechałem tylko z telefonem. Te, na których nie latałem jak pomylony, żeby obfotografować wszystkie nowości (i hostessy), ale na spokojnie poznawałem samochody, których w inny sposób nigdy nie mógłbym poznać. Do tej pory pamiętam kosmicznie klejąca gumę na kierownicy wyścigowego McLarena GT3, działanie przełączników w Spykerze czy pozycję za kierownicą Zondy. I to ma sens, w przeciwieństwie do tych wszystkich zdjęć, które robiłem.

Okazja do odwiedzenia salonu samochodowego nadarzy się już na początku kwietnia. Wtedy rusza Poznań Moto Show. Z roku na rok impreza coraz bardziej się rozkręca i miejscami (w hali grupy Volkswagena) zaczyna przypominać małą Genewę. Warto.

Jeżeli już teraz chcielibyście poczuć klimat salonu samochodowego w Genewie, to serdecznie zapraszam do TEGO WPISU, w którym zabieram Was na przechadzkę po Genewie, na jaką jeszcze nikt Was nie zabrał.

Zdjęcia wszystkich nowości z tegorocznej Genewy znajdźcie tutaj. A wszystkie moje dotychczasowe wyczyny na salonach samochodowych dostępne są w dziale imprezy i wydarzenia.

Nowe Volvo XC60 to ważny model, dlatego wrzucam więcej informacji.

#update 07.03.2017: Audi got it covered

#Audi #home of quattro #ferie

Jak zauważyliście, w lutym nie prowadziłem dzienników PremiumMoto.pl. Musiałem zrobić sobie krótkie ferie. Pojechałem na narty. A na nartach najlepiej jeździ mi się we Włoszech. W tym roku postanowiłem sprawdzić popularny wśród polskich narciarzy region Val di Sole, a konkretnie znany ośrodek Madonna di Campiglio. W Dolomitach rzuciły mi się w oczy – już nie po raz pierwszy – dwie rzeczy. Porażająca liczba Fiatów Panda 4×4 i Cross na drogach (w jednej wiosce można ich naliczyć więcej niż w całej Polsce) i WSZECHOBECNE Audi.

audi-branding-madonna

Na rozgrzewkę…

To że Audi jest mocno związane z narciarstwem – tym prawdziwym, a nie tym, w którym lata się w dal – wiadomo nie od dzisiaj. Jeżeli chociaż raz byliście w Dolomitach (i Alpach), to z pewnością widzieliście tabliczki z numerem tras z charakterystycznym napisem quattro. Ale to nic, w porównani z tym, co dzieje się w Madonnie. Tam mamy do czynienia z wyższym poziomem brandingu.

audi-branding-madonna

Bez dwóch zdań Madonna to podwórko Audi.

Audi jest wszędzie. Audi rządzi. Przed lepszymi hotelami stoją pokazowe egzemplarze nowych modeli (jeden z nich przypomniał mi, że jestem Wam winien relację z pierwszych jazd nowym Audi A5), w samym centrum Madonny dumnie lśni podest z kolejnym egzemplarzem, nieopodal zbudowany jest śnieży tor quattro experience, na którym można pośmigać różnymi modelami. Lokalni instruktorzy mają na kurtkach logo Audi, dzieci jeżdżą w kamizelkach z czterema pierścieniami, bramki przy wyciągach oklejone są napisami Audi, na karnecie pojawia się znaczek Audi, na tablicach z mapami widnieje duże „Welcome to the Home of quattro”, logiem Audi oblepione są również gondolki, kurtki wyciągowych i tabliczki z numerami tras. Audi pojawia się nawet na ratrakach oraz stojakach na narty. Do tego olbrzymie bannery i plakaty przy stacjach wyciągów. A to zaledwie ułamek tego, jak Audi zaznacza swoją obecność w Madonnie.

Przez pierwsze kilka dni pobytu nie dostrzegałem tej przewagi dzięki brandingowi. Owszem, widziałem znajome znaczniki to tu, to tam, ale nie budziło to głębszej refleksji. Dopiero, kiedy zacząłem zwracać na nie uwagę, okazało się, że przed Audi nie ma ucieczki. Inne marki jak BMW czy Fiat nieśmiało próbują coś ugrać, ale w Madonnie i okolicach nie mają szans.

audi-branding-madonna

Cień z własnym logo na śniegu? To nie są tanie rzeczy.

Z ciekawości zgłębiłem temat. Okazuje się, że to część większej akcji „Home of quattro” zrealizowanej przez włoską agencję MK Eventi. Podobne działania prowadzone są już od kilku lat w wielu prestiżowych kurortach narciarskich jak Cortina d’Ampezzo, Val Gardena czy Sestriere. Niestety, nikt nie pochwalił się budżetem przeznaczonym na tę realizację.

Czy taki branding działa? Według mnie tak. Wszystko jest tu spójne, wyważone, dobrze dopasowane, dociera do odpowiedniej grupy osób. Nie ma poczucia, że ktoś tu przesadził. Audi, sport, śnieg, wypoczynek, quattro, lans, aktywny styl życia, zapach pieniędzy w powietrzu. Repeat.

Fiat Chalet Madonna di Campiglio

Fiat nieśmiało stara się zaznaczyć swoją obecność na własnej ziemi… ale jedno schronisko i trzy 500X na gąsienicach to za mało.

PS jeżeli planujecie jeszcze w tym sezonie wypad na narty, to chętnie uzupełnię galerię o dodatkowe przykłady brandingu Audi. Podobne akcje w wykonaniu innych marek też będą ciekawym uzupełnieniem. Redakcyjna skrzynka czeka.

O Autorze

Kim ja w ogóle jestem i co tutaj robię? Od ponad 10 lat na co dzień, zawodowo zajmuje się motoryzacją, a przede wszystkim testowaniem i opisywaniem dla Was nowych samochodów. Kiedyś jako dziennikarz motoryzacyjny, dzisiaj bardziej jako bloger i freelancer na stałe współpracujący w kilkoma magazynami lifetsylowymi/motoryzacyjnymi. Nowe samochody (nie tylko te premium) to po prostu moja praca. Zdobytą wiedzą i refleksjami dzielę się z Wami tutaj.

Podobne Posty

2 komentarze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany